Małe kłamstwo, duże kłopoty

To nie będzie wpis czysto moralizatorski, raczej bardziej jako pewne wskazówki i pobawię się trochę w Ciocię Dobrą Radę(chociaż tytuł ten bezprecedensowo należy się oczywiście Nishce), ale w końcu to mój blog i znajdują się na nim moje własne przemyślenia, nie czyjeś inne, czyż nie?

I przygotujcie sobie kawkę, herbatkę, czy co tam pijecie, puśćcie jakąś fajną muzyczkę w tle, bo dzisiejszy wpis będzie długi, czuję, że mnie poniesie.

Czy jestem odpowiednią osobą, by dawać komukolwiek rady – zadać może to sobie pytanie każdy. Tak, w wielu kwestiach, bo przeżyłam w swoim życiu sporo i mam wyrobione poglądy na pewne zdarzenia, sytuacje, sprawy. I mówiąc „wyrobione poglądy” mam na myśli to, że one cały czas ewoluują, zmieniają się wraz z biegiem czasu. Dlatego dziś skupimy się na szczerości, a konkretnie, szczerości w związku. Każdy z nas, choć ręki uciąć nie dam, był kiedyś w związku. Poważnym, mniej poważnym. Dłuższym, krótszym. Różnie to w życiu bywało. A teraz zastanówcie się, które z nich rozpadły się przez nieszczerość, kłamstwa i oszustwa? Ja wiem, dużo. Skąd? Widzę, słyszę, obserwuję. DUŻO. Mogłabym dać tutaj przykłady na moim własnych przeżyciach, ale tak naprawdę są to rzeczy tak regularnie powtarzane przez wszystkich, że stały się wręcz uniwersalne. Tyczą się tak samo mężczyzn jak i kobiet, związków heteroseksualnych czy homoseksualnych. Bez wyjątku. I tym razem dam sobie uciąć rękę, a nawet obydwie i jeszcze nóżkę dorzucę, że nie znajdzie się więcej niż jedna(może) osoba, która nigdy przenigdy nie skłamała będąc w związku. Ba, mnie samej się to zdarzało, jestem tylko człowiekiem. Ale wiem, że nie powinnam tego robić i nie robię, a jeśli mi się zdarzy to zupełnie nieświadomie. I Ty też drogi czytelniku nie powinieneś kłamać, w żadnej kwestii, nawet najmniejszej i choćby według Ciebie w ogóle nieistotnej. Dlatego, że związek może rozpaść się przez małe kłamstewka, nawarstwiające się z czasem albo przez jedno duże kłamstwo.

Teraz zajmiemy się tymi mniejszymi, niby nieistotnymi kłamstwami:
Poszłam spać. ; Jestem zajęta. ; Robię coś. ; Napiszę później. – tak naprawdę nie chciało mi się z Tobą pisać, smsów np.
Tak, tak podoba mi się to. – kurde, ależ to paskudne, ale nie powiem mu przecież tego.
Świetnie w tym wyglądasz. – trochę jak wieśniak, ale nie chce żeby mu było przykro.
Nie no, extra muzyczka. – zaraz głowa mi eksploduje od tego techno techno techno, ale skoro lubi.
Mało wypiłam. – kręci mi się w głowię, ledwo widzę, ale dobra, trzymamy pion, trzyyyymamy. Kurwa.

I co? Niby nic, prawda? Ale prędzej czy później takie kłamstewko na jaw wyjdzie. Piszesz mu, że śpisz,a tak naprawdę siedzisz na fejsie na niewidoku, ale całkiem przypadkowo coś lajkniesz i jak się wytłumaczysz? Twój partner jest już raczej za stary, żeby uwierzyć w małe złośliwe gobliny, które wręcz uwielbiają wchodzić na fejsa, kiedy śpisz i coś lajkować.
Dostałaś bluzkę, kwiatka, jakiś drobiazg łotewa i zaraz schowałaś to w najdalszy, najciemniejszy kąt w Twojej szafie i na pytanie co się z tym stało, czemu w tym nie chodzisz, gdzie ten kwiatek odpowiesz, że zapomniałaś? Zniszczyło się w praniu? Mama wyrzuciła? Jak jest naiwny, cóż. Albo znowu te cholerne gobliny.
A ubranie? Wyjdziecie gdzieś na miasto i na pewno pierwszy lepszy kumpel czy kumpela mu wygarną, że wygląda jak idiota i będzie mu głupio, bo Ci zaufał. Chyba nie pytałby się Ciebie o to czy dobrze wygląda, gdyby nie chciał znać Twojego zdania, nie?
Jeśli nie będzie wiedział, że Ci się to nie podoba będzie tego słuchał przy Tobie przy każdej nadarzającej się okazji, a Ty w końcu wybuchniesz albo Ci się spodoba(sic!), tak też bywa.
No tutaj to już w ogóle bujda na resorach. Im bardziej chcesz ukryć, że jesteś pijana tym gorszy jest efekt. W rezultacie albo zaliczasz solidną glebe, wymiotujesz dalej niż widzisz, czy usypiasz na kanapie, fotelu, w loży. Chyba że udaje Ci się jakoś dotrwać do domu. Tak czy siak, ślepy nie jest i widzi.

Z tych dużych kłamstw można by utworzyć książkę. Albo dwie. I dodatek z tych pomniejszych. Ja wymienię zaledwie kilka, niewiele, tych takich, według mojego uznania – najgorszych:
Siedzę w domu. – wyszłam z dziewczynami, ale przecież dzisiaj siedzi i kumpli, to się nie dowie.
Nie miałam dużo partnerów/nie całowałam się z wieloma chłopakami. – jezu, gdyby się dowiedział to na pewno nie chciałby ze mną być.
Jestem dziewicą. – bo tak, a czemu nie, chyba, że nie lubi dziewic to powiem, że żartowałam hehe.
Jestem doświadczona w seksie. – no przecież mu nie powiem, że raz, na imprezie, z kumplem, po pijaku, niewiele pamiętam, oprócz tego, że leżałam jak kłoda i myślałam tylko o tym, żeby nie zwymiotować.
Świetnie całujesz. – hmm, połączenie ślimaka z buldogiem.
Tak Misiaczku, byłeś cuuudowny, było mi jak w niebie. – kłoda, 2 minuty? Naprawdę? Jezu co za dno.
Tak doszłam. – no chociaż poudaję trochę, w końcu słyszałam, że udając orgazmy spala się więcej kalorii niż przy prawdziwym, zawsze plus.

W zasadzie na tym zakończę. Większość należy do sfery intymnej, dotyczącej seksu. O tym będzie całkiem odrębny wpis, bo to coś co mnie naprawdę frustruje, ale i intryguje. Ale jeśli chodzi o pytania na temat ilości partnerów seksualnych, czy może w związkach nieco młodszych ludzi o ilość partnerów z którymi się całowaliśmy. Seriously? Dlaczego tak trudno powiedzieć prawdę? Przecież gdybyś się puszczała na prawo i lewo to i tak by się dowiedział, prędzej czy później. Poza tym, może kiedyś taka byłaś, ale już nie jesteś. TO PRZESZŁOŚĆ. A dobrze wiedzieć jaki ktoś kiedyś był, bo zawsze masz obraz tej osoby, jako taki. Co do tego też chyba zrobię osobny wpis, też mnie to irytuje. A co najlepsze, sama nim weszłam w poważny związek miałam takie myślenie, że przeszłość to przeszłość i nie powinno się o tym gadać. Dlatego będzie to tym bardziej wiarygodne.

Przechodząc do puenty. O ile tak można to nazwać. Nie zbudujesz związku na kłamstwach i kłamstewkach. Wróć, nie zbudujesz prawdziwego związku na tym. Oczywiście, możecie ze sobą być i okłamywać się niemal na każdym kroku, w dodatku o tym wiedząc, ale może lubicie się ruchać(tak, świadomie użyłam tego określenia, bo uprawianiem miłości bym tego zdecydowanie nie nazwała) i dlatego to ciągniecie. Ale ileż tak można? Kilka miesięcy, pół roku? No dłużej to sobie już wręcz nie wyobrażam. Bywa i tak, że ktoś kogoś okłamuje tak dobrze, że ta druga osoba o tym nie wie. To po co z nią jest skoro ją okłamuje? Gorzej jest jak ta osoba to widzi, ale udaje, że nie, bo nie chce tej osoby stracić. Dziewczyno/chłopaku kurwa. Nie ma nic gorszego niż siedzenie w toksycznym związku. Nie jest Ciebie wart/a to niech spieprza i znajdzie sobie bardziej naiwną. TY zasługujesz na kogoś lepszego, na kogoś kto będzie Cie odpowiednio traktował, z szacunkiem, będzie z Tobą szczery i będziesz mogła mu ufać. A i jeszcze jedno, kłamstwa uzależniają. Im dłużej to robisz, tym bardziej się wciągasz, przyzwyczajasz, że uchodzi Ci płazem, bo masz wybujałą wyobraźnię i umiesz zmyślać, sądzisz, że jesteś bezkarny i brniesz w to, aż w końcu jest za późno, bo przestać jest naprawdę trudno. Zresztą jest tak z każdym nałogiem. Dlatego nie bójcie się mówić prawdy, naprawdę nawet ta najgorsza jest lepsza niż kłamstwo. Coś Ci się nie podoba? Powiedz to. Coś Ci podoba? Powiedz to. Chcesz coś zrobić? Zapytaj, zamiast kłamać. Chcesz gdzieś iść bez niego? Powiedz mu to, wieczór przerwy dobrze Wam zrobi.

A Wy moje kochane? Jak jest u Was? Kłamałyście? Byłyście okłamywane? Co Wy o tym myślicie?
Tam na dole jest miejsce na komentarze i dyskusje. Porozmawiajmy.

SZCZEROŚĆ i ZAUFANIE to dwie niemal najważniejsze rzeczy, które pielęgnowane, dopieszczane i przestrzegane dadzą Wam naprawdę szczęśliwy, spokojny związek. I takiego właśnie Wam życzę. Buzi :*

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Małe kłamstwo, duże kłopoty

  1. Całkowicie się z Tobą zgadzam. Sama miałam kilka nieudanych związków, które dość szybko przez kłamstwa (zarówno z mojej, jak i moich partnerów strony) się rozpadały. Obecnie postawiłam na całkowitą szczerość i od dwóch lat cieszę się udanym związkiem. Dzięki temu można być przy drugiej osobie w 100% sobą. Udawanie i kłamstwa w pewnym momencie zaczynają męczyć. Ileż w końcu można grać kogoś, kim się nie jest? Niektórzy jednak zatracają przez to własną osobowość. Sądzę, że gdyby więcej ludzi miało podobne podejście do relacji międzyludzkich – nie tylko w związkach – wszystkim żyłoby się lepiej. Skoro partner/przyjaciel, czy ktokolwiek inny jest okłamywany, czy to w sprawie prezentów, czy wyglądu jak wspomniałaś, musimy się liczyć z tym, że on/ona myśli, iż wszystko jest ok i nic się nie zmieni. To znów wpływa na podwyższenie poziomu frustracji z naszej strony, bo przecież powinien się domyślić, że robi to ŹLE :D Niestety to tak nie działa. Przecież ta druga osoba nawet nie wie, co zmienić, by było dobrze. Mówienie prawdy i wyrażanie swoich opinii aż tak nie boli ;) Czekam na więcej wpisów i pozdrawiam ;)

    Polubienie

    • Każdemu kto się ze mną zgadza przybiłabym piąteczke! A tym co myślą inaczej pokazałabym, żeby się puknęli w głowę. Ciesze się, że jesteś szczęśliwa w związku i że szczerość ma na to wpływ ;) Również pozdrawiam :)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s